25.03.2025

udostępnij post:

Ostatnio wybuchła sprawa v-min. spraw zagranicznych Andrzeja Szejny. Są podobno jakieś problemy z kilometrówkami oraz z tym, że widziany był w Sejmie w stanie wskazującym na spożycie alkoholu. Na kilometrówkach się nie znam, natomiast mam do Niego duży szacunek za to, że przyznał się do tego, że „zmierzył się z problemem nadużywania alkoholu” i poinformował, że odbył leczenie. Przy okazji wspomniał o mnie i o Dorocie. Wypowiadali się na ten temat i dziennikarze i politycy. W swojej ponad 50 letniej pracy z osobami uzależnionymi miałem kontakt z nie jednym wysoko postawionym politykiem zarówno z prawej, jak i z lewej strony. Niektórym nawet udało mi się pomóc i od wielu lat utrzymują abstynencję, ale też są tacy, którzy nadal nie rozstają się z alkoholem, a pełnili bądź pełnią ważne funkcje. Z niesmakiem słuchałem tych, którzy uważają, że fakt uzależnienia dyskwalifikuje do pełnienia ważnych funkcji w państwie nawet wówczas, kiedy ktoś od wielu lat nie pije i do problemu się przyznaje. Nie dziwię się wiedząc, że swoich uzależnionych od alkoholu partyjnych kolegów ukrywali i pozwalali na pełnienie przez nich bardzo odpowiedzialnych funkcji. A za szczyt hipokryzji uważam fakt, że budynek Sejmu jest chyba jedynym miejscem pracy w Polsce, gdzie oficjalnie w restauracji serwuje się alkohol, a po jego wypiciu można pójść na salę obrad i np. zabrać głos w państwowej sprawie a nawet zagłosować. Nic więc dziwnego, że od lat nie można wyprowadzić alkoholu ze stacji paliw czy ustawowo zabronić handlu alkoholem w godzinach nocnych.